![]() |
08 czerwca 2009r. |
|
Wystąpienie ministra Michała Boniego, członka Rady Ministrów, szefa Zespołu Doradców Strategicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, podczas seminarium „Inwestycje i wypłata świadczeń w kapitałowych systemach emerytalnych”, które odbyło się w Warszawie, w dniach 28 – 29 maja 2009 r. Dzień dobry Państwu, serdecznie dziękuję za zaproszenie do udziału w konferencji. Chciałbym już na wstępie podkreślić, jak ważna jest dyskusja o przyszłości, reformach i rozwoju systemów emerytalnych. W kwestii wyzwań związanych zarówno z kryzysem, jak i długą, strategiczną perspektywą rozwoju (nie tylko Polski), dylematy w polityce ekonomicznej i społecznej – w tym emerytalnej – są szczególnie ważne. Niezbędne jest również podjęcie debaty i działań na rzecz ich rozstrzygnięcia. Chciałbym zacząć od dwóch kwestii, które mają poniekąd wymiar polityczny. Jeśli śledzi się dyskusję na temat funduszy emerytalnych w Polsce, to widać skłonność niektórych mediów i środowisk, by w dobie kryzysu powiedzieć, że to „niecni kapitaliści” z funduszy emerytalnych ponoszą winę za zmniejszone aktywa funduszy emerytalnych. Tymczasem myśląc o naturze gospodarki, należy również pamiętać o naturze zmienności, tj. o cyklach, koniunkturze i dekoniunkturze, a także o wyzwaniach, jakim jest niewątpliwie obecny kryzys finansowy na świecie. Kilka miesięcy temu w „The Economist” ukazała się informacja na temat raportu OECD, który pokazał, jakie straty od stycznia do października 2008 roku poniosły aktywa funduszy emerytalnych. Wynik do końca 2008 roku był prawdopodobnie trochę gorszy, wartość aktywów została pomniejszona w wymiarze realnym o ok. 22%. Dwa dni temu „Financial Times” przedstawił interesujące wyniki badań dotyczące tego, czy określone społeczności w różnych krajach są bardziej zaniepokojone swoimi przyszłymi dochodami emerytalnymi niż przed rokiem. W Stanach Zjednoczonych zaniepokojenie sięga 58%, mniej zaniepokojonych jest tylko ok. 8%. W Hiszpanii zaniepokojenie wyraża 40-50% badanych. W Niemczech ta skala jest mniejsza, być może dlatego, że system emerytalny jest inny. Można jednak wątpić, czy gwarancje państwa dla bardziej tradycyjnych modeli emerytalnych są bezpieczne. W tym samym artykule pokazano, na ile jesteśmy gotowi myśleć o tym, aby nasze przyszłe, wyższe emerytury łączyć z przesunięciem wieku aktywności zawodowej i wieku emerytalnego. Interesujące są wyniki w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych - około 60% badanych uznało, że jest gotowe dłużej pracować, żeby mieć lepszą emeryturę. W Niemczech to tylko ponad 20%, we Francji 42%, w Hiszpanii ok. 50%. Sygnały te dowodzą, że w dobie kryzysu nasze obawy dotyczące systemu emerytalnego i naszej przyszłości na starość powiększają się, a nie zmniejszają. W tym upatrywałbym paradoksalną sprzeczność pomiędzy dziesięcioleciem wprowadzenia nowego systemu emerytalnego (które w Polsce powinniśmy z radością świętować jako osiągnięcie) a poczuciem zagrożenia, jakie właśnie teraz, w czasie jubileuszu odczuwamy i to w stopniu większym niż wcześniej. Na takim podsumowaniu reform emerytalnych w Polsce chciałbym się skupić w swym wystąpieniu. Zacznę od tego, co było i jest niewątpliwym osiągnięciem polskiej reformy emerytalnej. Podczas dzisiejszej konferencji, która niewątpliwie będzie pozwalała stawiać następne kroki w reformach emerytalnych, warto bowiem wspomnieć o dotychczasowych dokonaniach. Po pierwsze, dzięki odważnym decyzjom z końca lat 90-tych, stawiając na różnorodność, wzmocniliśmy w Polsce bezpieczeństwo systemu emerytalnego oraz zwiększyliśmy szanse na wypłacalność systemu emerytalnego jako całości w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat. Po drugie, zmiany w nowym
systemie emerytalnym wykreowały postawę indywidualnej odpowiedzialności.
Wbrew przeciwnikom reformy emerytalnej, nie chodzi w niej bowiem o
prywatyzację systemu emerytalnego, ale o jego indywidualizację. Mamy
większą wiedzę Trzecim ważnym osiągnięciem reformy jest stworzenie stymulatorów ekonomicznych, które powodują, że dłuższa aktywność zawodowa jest opłacalna, w sensie lepszego, ekonomicznego zabezpieczenia na starość. Jest to niezmiernie istotne w Polsce, w której przez lata zmagaliśmy się z problemem bardzo wczesnego wychodzenia z rynku pracy i dopiero ubiegłoroczna wielka debata i zamknięcie olbrzymiej skali możliwości przechodzenia na wczesne emerytury pomogły rozstrzygnąć ten problem. Po czwarte, wydaje się, że bez reformy emerytalnej nie mielibyśmy szans na wzmocnienie impetu rozwojowego polskiej gospodarki i siły polskiej giełdy. Nie byłoby skumulowanych, przyrastających corocznie środków, które pozwalają rozwijać się inwestycjom na polskiej giełdzie, które budują polski rynek kapitałowy i zwiększają siłę gospodarki. I po piąte, o czym warto pamiętać, była to reforma społeczna, która w momencie wchodzenia w życie, uzyskała akceptację społeczną. Proszę pamiętać, że właśnie porozumienie wszystkich stron związków zawodowych, rządu i pracodawców, umożliwiło wprowadzenie reformy w życie. Są to sukcesy, na których powinniśmy bazować. System instytucjonalny został zbudowany, nie mniej jednak, jeśli poważnie chcemy dyskutować na temat tego, co dalej, należy odpowiedzieć sobie na pytania wiążące się z zagrożeniami i słabościami. Przede wszystkim, z punktu widzenia dnia dzisiejszego, startowi reformy niewątpliwie towarzyszyły niekiedy nadmiernie optymistyczne założenia, dotyczące wzrostu gospodarczego czy też możliwej do uzyskiwania stopy zwrotu. Co więcej, okazało się teraz, że z pewnego punktu widzenia portfel inwestycyjny jest zbyt płaski. Płaski w takim sensie, że nie uwzględnia nie tylko zagrożeń związanych ze zmiennością cyklu gospodarczego, ale właściwie nie bierze pod uwagę zmienności wynikającej z cyklu życia. Jednym z najważniejszych wyzwań dla gospodarek i dla społeczeństw w najbliższych dwudziestu, trzydziestu latach jest znalezienie modus vivendi między cyklem życia a cyklem kariery zawodowej. Dotyczy to rynku pracy, systemów edukacyjnych, jakości życia i systemów zabezpieczenia społecznego. Oznacza to, że powinniśmy dostrzegać, jak przy zmiennej związanej z cyklem kariery zawodowej rozwijającej się w czasie, czyli wraz z cyklem życia, zmieniają się nasze dochody: kiedy osiągamy szczyt wynagrodzeń, kiedy możemy osiągać szczyt gotowości do oszczędzania, a w jakich okresach, zbliżając się do czasu konsumpcji tych oszczędności, powinniśmy mieć zabezpieczenia, aby nasze oszczędzane środki były inwestowane o wiele bezpieczniej, z mniejszymi ryzykami. Jest to dyskusja, którą w Polsce otworzyliśmy, a która dotyczy wielofunduszowości, funduszy typu B, czyli tego, jak w ostatnim okresie inwestowania w funduszach emerytalnych stworzyć portfel inwestycyjny, który będzie bezpieczniejszy. W moim przekonaniu nie powinien obowiązywać przymus takiego inwestowania. Jeśli znajdą się osoby, które indywidualnie uznają, że agresywne inwestowanie, także w ostatnich latach kariery zawodowej przed przejściem na emeryturę, jest dla nich opłacalne, to powinny mieć do tego prawo. Uważam także, że poziomu ryzyka nie należy zmniejszać zbyt wcześnie. Trzeba bardzo dokładnie przeanalizować, jakie są szczyty dochodowe w okresie kariery zawodowej, w różnych gospodarkach, a nawet w różnych sektorach gospodarki i dla ludzi o różnych typach wykształcenia. Taka koncepcja komplikuje wzorce i modele, ponieważ jeszcze bardziej indywidualizuje podejście do tego, jak inwestować pieniądze oszczędzane przez poszczególne osoby. Niemniej jednak, kwestia połączenia inwestycji, ryzyk inwestycyjnych z cyklem życia, jest dziś jedną z kluczowych przy dyskusji na temat kontynuacji reform emerytalnych. Ponadto, kiedy obserwujemy portfel inwestycyjny polskich funduszy emerytalnych, łatwo dostrzegamy, że gra toczy się pomiędzy obligacjami skarbu państwa a uczestnictwem w giełdzie, czyli akcjami przedsiębiorstw. Cały trudny dla inwestorów rok 2008 pokazał ewidentne przechodzenie od ryzyk związanych z giełdą do większego bezpieczeństwa, jakie wiąże się z lokowaniem środków w obligacje państwowe. Ale poza tym, zgodnie z ustawą, mamy limit około 20% możliwego portfela inwestycyjnego, który jest wykorzystywany na poziomie zaledwie około 2%. To są instrumenty finansowe, takie jak zdematerializowane publiczne listy zastawne, bankowe papiery wartościowe krajowe, certyfikaty inwestycyjne czy certyfikaty inwestycyjne limitowane, które są minimalnie wykorzystywane. Warto zadać sobie pytanie, czy istnieje korelacja pomiędzy potrzebą różnorodności inwestowania funduszy emerytalnych, a tym, co dzieje się na rynku finansowym i instrumentami finansowymi, w które można byłoby inwestować. Wydaje się również, że brakiem naszej reformy emerytalnej jest brak zachęt dla szerszego oszczędzania na starość. I nie mówię tutaj wyłącznie o trzecim filarze, ale zwracam uwagę, że jeśli w perspektywie dwudziestu, trzydziestu lat nie stworzymy zachęt do dodatkowego, indywidualnego oszczędzania na starość, to nie będziemy wystarczająco stymulowali kumulacji kapitału, który jest potrzebny gospodarce do inwestowania. Niepokoi także brak realnej konkurencyjności między funduszami. Poprzez benchmark wewnętrzny zbudowaliśmy system odniesień, który pilnuje, aby wyniki były maksymalnie płaskie, to znaczy nie dopuszcza do pojawiania się wyników bardzo złych wtedy, kiedy porównujemy stopy zwrotu z inwestycji poszczególnych funduszy emerytalnych. Nie ma natomiast benchmarku zewnętrznego, który jest istotny dla systemu emerytalnego jako całości i który być może stymulowałby najbardziej korzystną relację stopy zwrotu do ponoszonego ryzyka. Stąd dyskusja o potrzebie stworzenia benchmarku zewnętrznego, która w Polsce także się w ostatnich miesiącach zaczęła, tak, żeby rzeczywiście mierząc ryzyka aktywnego zarządzania, powiedzieć, jak osiągać wyniki ponad przeciętną stopę zwrotu osiąganą przez rynek. Należy sobie również uświadomić, że niezależnie od niepodważalnego sensu wprowadzenia w Polsce reformy emerytalnej, istotnym problemem jest to, że rok w rok określona kwota pieniędzy przeznaczana jest na zasilenie systemu ubezpieczeń społecznych, funduszu ubezpieczeń społecznych, który ma mniejsze przychody z bieżących składek, ponieważ ich część przekazywana jest do funduszy emerytalnych. Do czasu zakończenia wieloletniej operacji startowej kapitałowego systemu emerytalnego, te środki muszą być uzupełniane, żeby zbilansować bieżące wypłaty. Na rok bieżący jest to rząd wielkości 20-22 mld zł. Być może nie byłoby to problemem, ale zarazem istnieje pewien kłopot w relacjach z Unią Europejską jeśli chodzi o kwalifikowanie tych wydatków jako tych, które uznaje się za wchodzące w obszar sektora finansów publicznych i wpływające na poziom jego deficytu. Toczymy batalię w Europie na ten temat, ale niewątpliwie nie ułatwia nam to zadania szczególnie w okresie, kiedy chcielibyśmy myśleć o przyspieszeniu procesu wejścia do euro. Niemniej jednak, nie zakończyliśmy jeszcze reformy emerytalnej. Zbudowaliśmy model łączonych dwóch obowiązkowych filarów, uzupełnionych trzecim filarem dodatkowego dobrowolnego, jednak system ten nie jest powszechny i nie obejmuje wszystkich grup zawodowych. Mamy pracowników służb mundurowych, inaczej funkcjonujących górników i niektóre grupy zawodowe, inaczej funkcjonujący system rolniczego ubezpieczenia społecznego. Mamy zatem i zadania na najbliższych kilka lat, które trzeba zrealizować nie w celu uzupełnienia braków w bieżących budżetach, ale w celu otwarcia przed innymi grupami zawodowymi bardziej bezpiecznych i nowoczesnych perspektyw związanych z systemami emerytalnymi. W rezultacie cały system emerytalny w wymiarach aktuarialnych będzie mógł bilansować się w o wiele większej skali. Szanowni Państwo, mam głębokie przekonanie, że reforma emerytalna wprowadzona w Polsce w 1999 roku jest jednym z najważniejszych elementów polskiej transformacji w obszarach ekonomicznym i społecznym. Uważam, że z taką samą odwagą, z jaką wprowadzano reformę w roku 1999, powinniśmy dzisiaj zadać sobie pytania dotyczące tego, jak uzupełnić, zmieniać i poprawić system emerytalny w jego części kapitałowej. Jak odpowiedzieć na najważniejsze kwestie i wyzwania związane z połączeniem ryzyk inwestycyjnych, oszczędzaniem w różnych fazach życia, z cyklem życia. Jak myśleć o tym, aby stopa zwrotu stawała się bardziej odporna na ryzyka związane z zagrożeniami, które płyną z cyklicznego rozwoju gospodarki, a także z zagrożeń kryzysowych. Wówczas, jak sądzę, zarówno polscy uczestnicy tej konferencji, jak i ci wszyscy, którzy mierzą się z podobnymi problemami w swoich krajach, wyjedziecie Państwo z tego spotkania bogatsi o nowe przemyślenia, a także, mam nadzieję , bardziej przygotowani do wprowadzania w życie nowych rozwiązań. Decyzje podjęte w Polsce w ostatnich miesiącach, dotyczące zmiany opłat za zarządzanie i zmiany opłat związanych ze składką, nie mogą zakończyć debaty o tym, co dalej z systemem emerytalnym i o tym, co dalej z funduszami emerytalnymi. Nie mam żadnych złudzeń: zmiany wprowadzone trochę pod presją publiczną, w ekonomicznym i społecznym wymiarze, nie przyniosą specjalnych korzyści. Ale dyskusja o wielofunduszowości, połączeniu cyklu życia z różnymi portfelami inwestycyjnymi dobranymi do cyklu życia, benchmarku zewnętrznym i zwiększonej stopie zwrotu przy różnych uwarunkowaniach, jest tym, co może nas doprowadzić do zwiększenia sensowności, poczucia bezpieczeństwa i ekonomicznej użyteczności funduszy emerytalnych. Życzę Państwu bardzo udanych obrad, owocnej dyskusji, racjonalności wyborów. Presja dzisiejszego kryzysu jest na szczęście presją krótkoterminową, a horyzont myślowy, jaki powinniśmy stosować przy zmianach w systemach, modelach działania i charakterystyce ryzyk, musi być perspektywą długofalową. I o tym nie wolno w tej debacie zapominać. Dziękuję bardzo.
|
2007 IGTE |